Kuba czeka na adopcję
Kuba szuka nowego domu !!!
Osoby zamierzające zaadoptować Kubę są proszone o zgłoszenie się w tej sprawie do Fundacji Mrunio.
Mnóstwo informacji na temat historii tego psa i jego natury, kandydaci znajdą tutaj, na stronie Fundacji Mrunio i w profilu Fundacji Mrunio na Facebook oraz na stronie Gabinetu weterynaryjnego "Dolittle".
Kuba jest obecnie wyleczony z urazów i oparzeń.
KUBA czeka na nowy dom.
Najnowsze informacje adopcyjne o Kubie - patrz poniżej: "ANEKS do informacji o Kubie"
--------------------------
Zanim zechcesz adoptować Kubę, przeczytaj te informacje do końca:
Pies Kuba, nie jest zwykłym psem do adopcji. Nie jest nawet zwykłym psem do adopcji po tzw. "przejściach". Kuba jest psem specjalnej troski, którego nie można zostawić samego w domu i nie można go też wystawić na podwórko do pilnowania obejścia i domu.
Początkowo dało się odczuć, że Kuba nie jest w pełni udomowiony (przystosowany do odpowiedniego zachowywania się w mieszkaniu, szczególnie gdy nikogo nie ma w domu). Gdy zostawał sam, niekiedy przeżywał stres rozstania i wówczas niszczył lub zanieczyszczał dom (wychował się bowiem w kojcu, nie wychodził z niego, załatwiał się pod siebie i nie nauczył się być domownikiem).
Na szczęście, minione kilkanaście miesięcy, Kuba przebywał wśród ludzi, w pomieszczeniach Kliniki Weterynaryjnej we Wrocławiu i zaadoptował się do życia w pomieszczeniach.
Kuba, z uwagi na krótki włos i znaczne obszary skóry pozbawionej sierści, nie nadaje się też do stałego pobytu na dworze, a nawet tylko przez kilka godzin w okresie chłodów.
Dodatkowo Kuba nadal wymaga specjalnej diety i ochrony świeżo zabliźnionych obszarów skóry, które są delikatne, cienkie i wrażliwe na urazy. Ostatnio "skaleczył się", gdy zaczepił i uderzył się o róg mebla.
ANEKS do informacji o Kubie
01/12/2011
Zanim się zdecydujesz adoptować Kubę, przeczytaj !
==============================================
Charakterystyka Kuby (możliwe, że uda się ją jeszcze uzupełnić):
---------------------------
- Kuba znaczy w domu i nie może zostać sam. Poza tym, niszczy drzwi i ściany gdy zostaje sam.
- Kuba lubi koty ale tylko te, które uważa za "swoje domowe" i może zaakceptować suczki (przy odpowiednio włożonej w to pracy). Nie akceptuje, absolutnie żadnych samców.
- Kuba lubi bawić się z dziećmi i uwielbia zabawki.
-------------------------- -
OPIS Kuby autorstwa Pani Renaty S. - wolontariuszki Fundacji Mrunio:
Przypomnijmy i wyjaśnijmy…
W połowie stycznia tego roku ciężko poparzony pies Kuba trafił w stanie krytycznym do kliniki weterynaryjnej we Wrocławiu.
A stało się to możliwe wyłącznie dzięki ogromnej determinacji i osobistemu zaangażowaniu prezesa Fundacji Mrunio, pani Elżbiety Śmigielski, której – pomimo opornej postawy lokalnych służb - ostatecznie udało się odebrać Kubę jego bezdusznemu właścicielowi.
Pani Prezes zadecydowała o natychmiastowym przewiezieniu psa do kliniki, prosząc lekarza weterynarii o podjęcie próby ratowania cierpiącego Kuby, o ile będzie istniał choćby cień szansy na uratowanie mu życia.
Na miejscu, w klinice, pani Doktor podjęła trudną dla niej ze względów humanitarnych (a dla wielu bardzo kontrowersyjną!) decyzję o ratowaniu Kubusia.
Przez kilka pierwszych tygodni trwała heroiczna walka o życie Kuby, a przez kilkanaście następnych nie tylko dalsze leczenie rozległych i głębokich ran oparzeniowych, ale również leczenie „starych”, nigdy nie leczonych urazów mechanicznych (złamanie miednicy w dwóch miejscach, uszkodzone wiązadła stawowe łokcia, złamany palec przyśrodkowy lewej kończyny piersiowej, dysplazja stawu biodrowego) oraz rehabilitacja, aby ustrzec Kubę przed ewentualnym ciężkim kalectwem. W dodatku pies był skrajnie zaniedbany – niedożywiony, zarobaczony, zapchlony i brudny…
Kubuś przeżył, miał ogromną wolę życia i silny organizm, ale przez kilka tygodni rokowania wciąż były bardzo ostrożne z uwagi na możliwość wystąpienia powikłań wewnętrznych… Niepokój budziły problemy trawienne Kubusia, notorycznie twardy i wzdęty brzuszek po posiłkach, krwawienia z uszkodzonej śluzówki przewodu pokarmowego…
W efekcie dopiero po upływie pół roku, bo dopiero w lipcu br można było zacząć myśleć o przyszłości Kuby, a zatem o przygotowywaniu go do przyszłej adopcji…
A takie przygotowania w przypadku Kuby były absolutnie niezbędne. Kubuś wymagał zarówno nauki przystosowywania do życia w warunkach domowych, jak i przełamania niechęci wobec ludzi.
Kuba jest dojrzałym, kilkuletnim psem. Nigdy nie był socjalizowany i nie miał bliskiego kontaktu z człowiekiem, a całe swoje dotychczasowe życie – choć z natury jest psiakiem bardzo „energetycznym” – spędził przywiązany na łańcuchu albo zamknięty w ciasnym „kojcu” gdzieś na wygwizdowie.
Jego kontakt z człowiekiem sprowadzał się wyłącznie do patrzenia na ludzi z daleka, zza krat, do przynoszenia mu od czasu do czasu przez „właściciela” jakiejś brei w brudnym garnku (która musiała mu wystarczyć za jedzenie) oraz do upodlania go i bezdusznego zadawania cierpienia. Wszelkie bowiem stare złamania i schorzenia „odkryte” u Kubusia w trakcie jego pobytu w klinice, niewątpliwie sprawiały mu poważne problemy przy poruszaniu się, a nade wszystko powodowały ogromny ból fizyczny. Wskazują one – choć niestety, nie sposób tego dowieść - na ciężkie pobicie psa oraz brak udzielenia mu jakiejkolwiek pomocy weterynaryjnej.
Człowiek nigdy nie dbał o Kubusia, a jedynie był sprawcą jego gorzkiej i pełnej cierpienia wegetacji w niewoli, a w końcu bestialskiej próby spalenia go żywcem.
Toteż Kuba nie miał szansy nauczyć się czegokolwiek u boku człowieka, ani poznać go z jakiejś dobrej strony. Nie miał żadnego powodu, aby zaufać człowiekowi lub choćby w najmniejszym stopniu za co go polubić.
Stąd konieczność socjalizacji Kubusia – dojrzałego, acz w istocie pół dzikiego ciężko skrzywdzonego i nieufnego w stosunku do ludzi wiejskiego psa łańcuchowego.
Pierwszym człowiekiem, który troszczył się o Kubusia i któremu on zaczął ufać była jego pani Doktor, a pierwszym domem, jaki miał w życiu stała się dla niego klinika.
Nic dziwnego, że w tych dramatycznych okolicznościach wielotygodniowej walki o życie i powrót do zdrowia Kuby, pomiędzy panią Doktor a jej czworonożnym pacjentem zrodził się szczególny rodzaj silnej więzi…
Oboje bardzo zżyli się ze sobą…
I to właśnie pani Doktor – poważnie rozważając możliwość stworzenia mu domu u siebie - podjęła próbę „ucywilizowania” Kubusia. Pozostawienie Kubusia dożywotnio pod jej troskliwą i fachową opieką ze wszech miar wydawało się być rozwiązaniem dla niego optymalnym z wielu powodów. I takiemu rozwiązaniu szczerze sprzyjała pani Prezes.
W lipcu pani Doktor – przy pełnej aprobacie i wsparciu pani Prezes - podjęła działania mające na celu przystosowanie Kubusia do życia u boku człowieka w warunkach domowych, a więc skrajnie (!) różnych od tych, w jakich upływało mu całe jego dotychczasowe „życie” i do jakich, niestety, na przestrzeni lat, bardzo przywykł.
Taki proces wymagał więc czasu i cierpliwości…
Pani Doktor zaczęła zabierać Kubusia do domu. Oswajała go z innym, obcym mu światem. Uczyła go innego, nie znanego mu dotąd życia…
Poświęcała Kubusiowi każdą wolną chwilę - zabierała go na długie spacery, na wycieczki w góry, kontaktowała z innymi psami i zwierzętami innych gatunków.
W praktyce proces socjalizacji Kubusia okazał się znacznie trudniejszy niż można było przewidywać.
Nawyki i przyzwyczajenia psa podwórkowego okazały się być u Kubusia już bardzo silnie zakorzenione i utrwalone. Kubuś nie jest i nigdy nie będzie typem pokojowego „kanapowca”. Obowiązkowo musi sobie poszczekać, czegoś popilnować i obsikać (zaznaczyć) swój teren.
Problemu nie rozwiązało również wygospodarowanie i ogrodzenie specjalnie dla niego kawałka przydomowego ogródka, gdzie mógłby on zadośćuczynić swojej naturze podwórkowego stróża.
Kubuś ciągle nie mógł przystosować się do funkcjonowania w warunkach miejskich w bloku.
Niestety, zupełnie niespodziewanie, z ważnych powodów rodzinnych pani Doktor musiała podjąć decyzję o zmianie miejsca zamieszkania. Czyniła nawet poważne starania w celu wynajęcia domu, do którego mogłaby zabrać ze sobą Kubę, jednak
wkrótce okazało się, że nie będzie ona mogła stworzyć Kubusiowi odpowiednich warunków w nowym miejscu zamieszkania, a zatem Kubuś – chociaż bardzo by tego chciała – nie będzie mógł z nią zostać i trzeba mu szukać innego troskliwego i odpowiedzialnego domu.
Na domiar złego, w międzyczasie odnowiła się Kubusiowi rana na lewym udzie, w miejscu gdzie poparzenie było bardzo głębokie i goiło się najdłużej, a co stało się bezpośrednią przyczyną powrotu Kubusia do kliniki przed paroma tygodniami. Jak dalece poważny jest to problem świadczyć może fakt, że mimo natychmiast podjętego leczenia, rana ta ciągle jeszcze nie jest zagojona.
Teoretycznie bowiem Kubuś jest wyleczony. Jednak w praktyce okazuje się, że już na zawsze pozostanie psem bardzo szczególnej troski. Można rzec: inwalidą, ponieważ utraconego zdrowia i sprawności Kubuś nigdy w pełni nie odzyska. Do końca życia musi pozostać na specjalistycznej diecie, a jego tryb życia siłą rzeczy będzie wyglądał nietypowo.
Wielokrotne narkozy, którym z konieczności był poddawany w trakcie leczenia, bez wątpienia były ogromnym obciążeniem dla jego organizmu i nie pozostały bez wpływu na jego obecny stan ogólny. Kubuś, choć ze swej natury jest psem żywiołowym, nie może sobie podokazywać tyle, ile by chciał, ponieważ bardzo szybko się męczy. Dzisiaj trudno nawet przewidzieć czy organizm Kubusia wytrzymałby jeszcze jedną narkozę, gdyby zaszła konieczność jej zastosowania?!
Ciało Kubusia w miejscach rozległych i głębokich ran oparzeniowych – choć trwało to kilka miesięcy - pokryło się nowym, lecz bardzo delikatnym naskórkiem.
Miejsca te nie porosną sierścią, a najmniejsze zadraśnięcie czy zadrapanie tego delikatnego naskórka może skutkować powstaniem nowej, trudno gojącej się rany, czego Kubuś już niestety doświadczył…
Z tych samych przyczyn Kubuś nie może sobie pozwolić na spontaniczną zabawę z innymi psami. Po prostu każde skaleczenie zębem czy pazurem dla jego nowego naskórka jest zagrożeniem. Nie mówiąc już skutkach ewentualnego ataku innego psa, co zawsze może się zdarzyć na jakimś spacerze. Tym bardziej, że Kubuś to pies z charakterem i w stosunku do samców wykazuje dominację.
Podobnie rzecz ma się z ogrodem, który z jednej strony jest bardzo wskazany dla Kubusia ze względu na jego podwórkową naturę oraz niemożność dostosowania się do życia w warunkach miejskich, a z drugiej strony każdy krzak czy drzewko, to potencjalne zagrożenie dla jego delikatnego, nie osłonionego naskórka. Trudno więc sobie wyobrazić w tych okolicznościach beztroskie hasanie Kubusia po ogrodzie, tak przecież naturalne dla każdego psa, który mieszka w domu z ogrodem.
Nie można też zapominać o tym, że Kubuś nie jest już psem młodym, doznał wiele krzywdy od człowieka, jest po niesłychanie ciężkiej traumie i należałoby mu zaoszczędzić stresów w życiu, które mu pozostało. A niestety, pomimo zadawalającego stanu Kubusia na chwilę obecną, nie ma żadnej gwarancji, że będzie ono długie.
I tu paradoksalnie medialność sprawy Kubusia, która najpierw sprawiła, że drogie i skomplikowane leczenie pieska było możliwe, dzięki ofiarności darczyńców, teraz stało się jego poważnym problemem! Niestety, zainteresowane osoby – będąc świadomymi kruchości odbudowanego zdrowia Kubusia – z uwagi na ogromne zainteresowanie ludzi jego losem, w efekcie nie mają odwagi zdecydować się na jego adopcję. Boją się ewentualnych ataków opinii publicznej w sytuacji pogorszenia się stanu zdrowia Kubusia lub jego śmierci.
Pomimo tego, że Kubuś powrócił do kliniki z powodu odnowionej rany na udzie i niestety wskutek niefortunnego zbiegu różnych okoliczności nie będzie mógł zostać z panią Doktor, nie jest i nigdy nie był trzymany w klatce czy kojcu… Ma swój pokój, a w klinice czuje się jak we własnym domu… Swobodnie chodzi sobie po całej klinice, wszystkiego dogląda, pilnuje, czuje się u siebie.
Tutaj był od początku rozpieszczany, tutaj są bliscy mu ludzie, którym zaufał, którzy nauczyli go otwartości, a przy których odzyskał radość życia i wśród których czuje się naprawdę bezpieczny.
To właśnie tutaj, dzięki pani Doktor oraz personelowi kliniki, Kubuś stał się pogodnym psiakiem, który po wielu latach życia w cierpieniu w końcu pokochał człowieka... .
A człowiek jego…
I gdyby była taka możliwość tj. gdyby klinika posiadała kawałek ogrodzonej przestrzeni, to dla Kubusia prawdopodobnie byłoby najlepiej, aby mógł tam pozostać do końca swoich dni… .
-------------------------------------------
Osoby zamierzające zaadoptować Kubę są proszone o zgłoszenie się w tej sprawie do Fundacji Mrunio.
Mnóstwo informacji na temat historii tego psa i jego natury, kandydaci znajdą tutaj, na stronie Fundacji Mrunio i w profilu Fundacji Mrunio na Facebook oraz na stronie Gabinetu weterynaryjnego "Dolittle".

